Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benefit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benefit. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lipca 2013

Benefit Creaseless Cream Shadow


Nigdy nie przepadałam za cieniami w kremie, jednak ostatnimi czasy bardzo mocno się do nich przekonałam. Na dzień dzisiejszy mamy bardzo duży wybór tego rodzaju kosmetyków, dlatego każdy może znaleźć coś odpowiedniego dla siebie pod względem tekstury,wykończenia i koloru.Kiedy tylko Benefit włączył do swojej oferty cienie w kremie Creaseless Cream Shadow zapragnęłam je wypróbować, tym bardziej , że wiele blogerek kusiło nimi w swoich postach.


Wszystkie kolory cieni z tej serii są raczej w naturalnych, stonowanych barwach, więc są idealne do wykonania szybkiego makijażu dziennego. Często sama korzystam z takiego rozwiązania, kładąc na powiekę cień Creaseless, zaznaczając lekko linię rzęs kredką, cieniem lub żelowym eyelinerem i kończę dzieło tuszując rzęsy. Czasem używam też tego cienia jako bazę pod inne cienie- super sprawdzi się jako tło do smokey eyes.

Jeśli jesteśmy w temacie aplikacji- czym, co i jak? Ja najczęściej nakładam go za pomocą palca wskazującego i rozcieram czwartym palcem (jego nacisk jest najdelikatniejszy, co ważne przy delikatnej skórze powiek), który jest wolny od cienia, dlatego jestem w stanie rozetrzeć granicę. Oczywiście można nakładać go pędzlem np. języczkowym syntetycznym (jak do korektora) lub syntetycznym typu kabuki (Real Techniques, Sigma, EM). Można pokusić się od razu aplikację i rozcieranie w jednym , czyli nakładanie cienia za pomocą pędzla do blendowania np. MAC 217. Jeśli chcecie upakować cień na powiece, tak żeby kolor był wyraźny, wówczas nakładamy go przez dociskanie.

 
Mam cień w kolorze BIRTHDAY SUIT, jest to średni brąz ze złotymi drobinkami. Kosmetyk jest bardzo kremowy, gładko i równo się rozprowadza. Można uzyskać nim krycie od średniego do mocnego, bardzo ładnie można nim budować intensywność. Drobinki są delikatne, nie drażnią powiek. Po chwili można zauważyć jego lekkie zasychanie- na powiekach o suchej lub normalnej skórze powinien być w tym momencie nie do ruszenia, osoby posiadające tłustą skórę powiek, mogą przypudrować powieki przed nałożeniem tego produktu, lub zagruntować cień w kremie przy użyciu cienia sypkiego lub prasowanego, jednak jest to kwestia bardzo indywidualna. Cień nie ściera się, nie roluje i nie blaknie. Dobrze współpracuje z innymi formułami kosmetyków.


Opakowania kosmetyków z tej serii są przeurocze.Utrzymane w klimacie vintage, typowe dla marki Benefit.
Cienie opakowane są w słoiczki, dodatkowo znajdują się w tekturowym pudełeczku. Dołączona jest również instrukcja obsługi. Zapach kosmetyku jest delikatny.Cena 89 zł za 4,5 g.

Miałyście już do czynienia z tymi cieniami? Ja ze swojego jestem zadowolona i planuję zakup kolejnych kolorów.Możecie mi jakiś szczególnie zarekomendować?

niedziela, 19 sierpnia 2012

Benefit THE pretty COMMITTEE


 
Z zestawem kosmetyków Benefit wiąże się pewna śmieszna historia. Nie jest może ona niezwykła dla dziewczyn o naturze kosmetycznego łowcy, które znają arkana perfumeryjnych polowań. Zestawy początkowo były dostępne za ponad 200 zł. Kręciłam się koło nich , nie zaprzeczam. Kalkulowałam,namyślałam, już miałam kupować- to znów rezygnowałam. Kiedy w Sephorze zosytał już tylko jeden zestaw, adrenalina zaczęła krążyć w moich żyłach. Zdecydowałam ,że muszę go mieć,ale był jeden problem na drodze do kosmetycznego zaspokojenia- trzymała go w rękach druga kobieta...


...Czaiłam się za nią po całej perfumierii- a Ona mówiła do swojego faceta- "no nie wiem  czy to kupić, czy ja będę tego używać?" cała w rozterce liczyła na pomoc mężczyzny, co z góry spisane jest na porażkę. On oczywiście "pomocny" powiedział " No kup to sobie" w nadziei ,że ukróci swoje męki w tym babskim sklepie. Na szczęście Pani się rozmyśliła, wydała Panu rozkaz odłożenia zestawu na sklepową półkę. Ja jak na skrzydłach poleciałam pochwycić zdobycz i zapłacić za nią w kasie. Pani ekspedientka wypowiadając kwotę jaką miałam uiścić wynagrodziła wszystkie moje trudy i znoje tego polowania. W kasie usłyszałam magiczne słowo " sto sześćdziesiąt złotych". Miałam swoje trofeum!Mam nadzieję ,że spodobała Wam się moja historyjka i dotrwałyście do końca.




Całość opakowana jest w śliczną dziewczęcą kosmetyczkę, która jest również praktyczna- wykonana z siateczki,dzięki której widzimy znajdujące się w niej kosmetyki.Na odwrocie podane są składy produktów oraz instrukcja ich stosowania.
Tak prezentuje się zawartość:



W zestawie znajdziemy trzy produkty pełnowymiarowe i jedną miniaturę Róż Bella Bamba występuje w regularnym rozmiarze czyli 8 g. Jak zwykle w różach Benefit dołączony jest pędzelek. Różni się jednak od pędzelka z Hooli, ma bardziej zaokrąglony kształt.



Kredka Eye Bright służy do rozjaśniania naszego spojrzenia. Ma lekki różowy kolor, który rozświetla,odmładza i liftuje twarz optycznie. Możemy używać jej na linii wodnej,w obszarze pod brwiami, a także w innych miejscach w których chcemy uzyskać rozświetlenie.Produkt o wielkości 1,4 g.


Następnym kosmetykiem jest baza pod cienie i korektor w jednym- Stay don't Stray.Produkt ma dużą pojemność - 10 ml. Występuje w wygodnej buteleczce z pompką.Ma neutralny kolor, co pomoże ukryć delikatne zasinienia. Według producenta ma sprawić ,że cienie nie będą się rolować, kolor zostanie bardziej wydobyty.Utrzymuję trwałość nie tylko cieni ,ale również bardziej kryjących korektorów.




Ostatnim kosmetykiem ,którego byłam najbardziej ciekawa był sławny High Beam. Jest to 4 ml miniaturka. Jest to idealny rozświetlacz na podróż lub do torebki- a) zajmuję mało miejsca , b) nie pokruszy się gdyż ma płynną formułę, c)- jest bardzo wydajny ,ale ma krótki termin ważności - czyli nic nam się nie zmarnuje. Myślę, że jest wielkości tych próbek ,które dodawane są do gazet w Wielkiej Brytanii ( u nas niestety nie mamy takich giftów-jawna dyskryminacja :/ ). Daje subtelny glow, wydaje się być idealny dla Panien Młodych lub do świetlistego makijażu z efektem promienistej cery. Jedyne co mnie w nim zniechęca to rodzaj opakowania, jak dla mnie dość niehigieniczne.




Jak Wam podobają się takie zestawy? Mam teraz na oku Go TropiCoral-co o nim myślicie? Podobał Wam się The pretty Committee?

sobota, 7 stycznia 2012

Ulubieńcy roku- makijaż

Druga cześć ulubieńców zeszłego roku to kosmetyki do makijażu i pędzle.

Zaczynając od twarzy:Podkład Clarins Everlasting Foundation. Recenzję znajdziecie tu ;)



Korektor pięknie rozświetla okolicę oka- HR Magic Concealer. Wystarczy kropelka i możemy zapomnieć o dowodach zmęczenia pod naszymi powiekami:)





Puder utrwalający-używałam cały rok i będę używać dalej , bo jest bardzo wydajny- Vichy Dermablend- recenzja

Rozświetlacz: Bobbi Brown Shimmer Brick- kosmetyk wart swojej ceny, wydajny i pięknie się prezentuje.Mamy do wyboru różne wersje kolorystyczne, ja wybrałam Pink Quartz.



Bronzer: Długo szukałam dobrego bronzera i znalazłam-żadnego efektu cegły i żadnych drobinek- Benefit Hoola.




Róż: ulubieńcem został róż Mac Dame, muszę też wspomnieć o Inglocie 82-oba świetnie się spisują:)







Cienie: Zgrzeszyłabym nie dając tytułu cieniom Inglota i Maca.Inglota uwielbiam za niezliczoną ilość kolorów,trwałość,łatwość aplikacji,cenę. Mac zawrócił mi  w głowie różnorodnością wykończeń i nietypowymi kolorami ( np.Patina).






Baza pod cienie:po stokroć ArtDeco!Recenzję tej bazy możecie przeczytać tu! Polecam każdemu:)





Kredka: Ulubionymi kredkami zostają Super Shock z Avonu. Niestety zostały wycofane dodatkowe kredki i została tylko podstawowa kolekcja czyli czarna i srebrna.Długo się trzymają na oku i linii wodnej. Niestety do ich zatemperowania trzeba mieć pokłady cierpliwości.Poczytacie o nich tu :)




Maskara: Tuszem roku został Oriflame Wonder Lash - nie liczę ile opakowań zużyłam- dotychczas nie znalazł godnego następcy.





Usta: Błyszczyki Revlon Super Lustrous, odkryte dzięki katOsu. Pięknie wyglądają na ustach,dobrze się trzymają.Cena trochę wysoka, ale są bardzo wydajne.Używam Coral Reef i Pink Pop.







Lakiery:Do tego posta wrzucam też ulubieńców wśród lakierów-zdecydowanym faworytem jest marka Orly-ich brokatowe lakiery są nieziemskie:)





Pędzlami z którymi nie rozstawałam się w ubiegłym roku były:

Pędzel 217 Mac.Uniwersalny, super rozciera cienie-pędzel marzenie:)




Puder-jajo z Maca 138- mięciutki, dobrze przycięty.



Pędzlem do podkładu ,którego ciągle używałam był i jest Maestro 145. Ten pędzelek i podkład Clarins to duet idealny:)  Recenzja tu :)



Bronzer- Sephora pędzel o tej samej nazwie co jego przeznaczenie czyli bronzer.Recenzja tu :)




A Wasi ulubieńcy z kolorówki? Jeśli już robiłyście taki post proszę o podanie linka w komentarzu-chętnie zerknę ,bądź podzielcie się swoimi faworytami w komentarzu:)